Ruda na emigracji,

czyli subiektywne spojrzenie na inną kulturę :)

Believe it or go to hell & Hersheypark.

Believe it or go to hell!

Myślicie, że nasi księża są „be”, bo straszą piekłem? Oto, co usłyszałam zeszłej niedzieli na kazaniu w Ameryce…

Ale od początku. W ramach poznawania kultury, postanowiłam uczęszczać na różne eventy religijne. W końcu, kto by nie chciał zobaczyć chóru gospel roześmianego niczym blondwłosa cheerleaderka i pląsającego w rytm muzyki a’la Zakonnica w przebraniu?? Poszłam zatem do kościoła, zobaczyć, czy tutejsza msza znacząco różni się od naszej. W pewnej chwili,  jako finalną puentę kazania, ksiądz podniósł biblię i rzekł: ,,Believe it or go to hell!” :D I myślę sobie: już gościa lubię… Po mszy postanowiono mnie przedstawić. „– Hello, this is Ania, she’s from Poland.”  Na co ksiądz odrzekł: „-Hello, nice tu meet you. Kocham Cię!” Na co ja: „- better not…” Cóż, i tak dobrze, że nie nauczono go przysłowiowych, za przeproszeniem, polskich kurw i pierdolników, których uczy się  innych cudzoziemców, bez wytłumaczenia co oznaczają…

Hersheypark.

Ale ja tu gadu gadu, a miało być o parku rozrywki. No więc, trafiła mi się 50- procentowa zniżka na ostatni dzień działalności ogromnego ,,wesołego miasteczka  jednej z największych na świecie, wg Amerykanów,  fabryk czekolady marki Hershey’s.  Grzechem byłoby nie skorzystać z okazji, c’nie?

Zacznijmy od ciekawostki. Zaparkowaliśmy na gigantycznym parkingu usytuowanym pomiędzy kompleksem fabryk, a Parkiem. Idąc dłuuuuuugim deptakiem prowadzącym do wejścia, zauważyłam gościa chodzącego w tę i nazad, powtarzającego w kółko: „Hello, Hello. Pomyślałam sobie, że jakiś dziwny jest, ale kiedy przyjrzałam się bliżej, zauważyłam identyfikator na koszulce z napisem Greeter. Swoją drogą, ciekawe jak wyglądał opis wymagań kandydata na to stanowisko? Umiejętność wyartykułowania słowa HELLO?? Fajna sprawa! Coś w sam raz dla imigrantów :))

Hersheypark entrance,

Amerykanie. Naród wolności i równouprawnienia, do tego stopnia, że ostatnie rzędy niektórych kolejek są zarezerwowane, ba!, są skonstruowane wyłącznie dla ludzi otyłych, a na tym równouprawnienie się nie kończy. Uderzyła mnie sytuacja, której byłam świadkiem… Na dłuższy  czas zatrzymano bardzo szybką kolejkę  typu Rollercoaster. Nikt nie wiedział co się dzieje. Po kilkunastu minutach podjechał wózek inwalidzki i obsługa wniosła na siedzenie sparaliżowaną dziewczynę. Usadzili ją, pozapinali i dopiero wtedy pozwolili wejść pozostałym. Wyobrażacie sobie taką sytuację w Polsce? Nie to, żeby ludzie byli u nas złośliwi, ale nie sądzę, by powitali dziewczynę gromkimi brawami, jak to miało miejsce w tym przypadku. Z kolei czekając na inną przejażdżkę,  widziałam chłopaka, któremu pomagano wysiąść  z wagonika. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że miał ze sobą laskę dla niewidomych i z pewnością nie było mu dane oglądać kolorów tego świata. Warto podkreślić, że w obydwu przypadkach wehikuły były z rodzaju tych, w których podczas jazdy podmuch wiatru wyrywa włosy z cebulami! Wierzcie mi lub nie, zabawa była przednia!

http://www.youtube.com/watch?v=HBSbdvFuwKE&feature=relmfu

http://www.youtube.com/watch?v=Wo14nYWDeI4

Towarzyszące mi podczas jazdy emocje najlepiej zobrazuje wypowiedź jednego z kolegów, który po postawieniu stóp na ziemi rzekł: „-Trzy razy żegnałam się z życiem ;)                                                                                                                      Wisienką na torcie okazała się jednak być pewna mała dziewczynka. Kiedy jeden z nastolatków, siedzących kilka rzędów za mną, nie wytrzymał i zaczął płakać, odwróciła się i krzyknęła: „Dont cry Man, Love you Man!”. Tak to się robi w Ameryce!

Naturalnie na terenie parku nie można było zjeść nic, co nie miałoby w jednej małej porcji ilości kalorii porównywalnej do pięciu obfitych obiadów. Jedyny Subway, który serwował w miarę przyzwoite kanapki, świecił pustkami. Wszyscy za to chodzili z kubłami frytek wielkości Kubełka XL z KFC, trzymając w drugiej ręce lody lub inny popcorn. W powietrzu zaś, unosił się zapach świeżo usmażonych frytek…. Prawdziwy sprawdzian silnej woli :)

Hersheypark Aquatheatre.

Reklamy

5 thoughts on “Believe it or go to hell & Hersheypark.

  1. Ooo , jak by się przejechał
    NAWET może być na „SUCHO”

  2. Gosia: i wypijam go z wodą!!
    Marysia: obejrzyj filmiki, które zlinkowałam :)

  3. Marysia on said:

    Super wyprawa, ale faktycznie nie dałabym rady pojechać tą kolejką, o której tu wspominasz!!

  4. Mówiłam Ci Rudzielcu – w USA cellulit wdychasz razem z powietrzem! ;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: