Ruda na emigracji,

czyli subiektywne spojrzenie na inną kulturę :)

Cukierek albo psikus

Trick or treat, smell my feet
Give me something good to eat

Not too big, not to small,
Just the size of Montreal!

If you don’t, I don’t care
I’ll put a bug in your underwear!

Jeszcze niedawno, aby dostać słodycze podczas Halloween, dzieciaki musiały powiedzieć swoim sąsiadom cały wierszyk i zasłużyć, by dostać łakocie. Albo coś śpiewały, albo przedstawiały. W każdym razie, COŚ musiały z siebie dać, by coś zyskać. Dziś wygląda to tak, że małolaty spoza rejonu są zwożone przez rodziców, do dzielnic z dużą ilością domków jednorodzinnych. Pukają do drzwi, chwytają słodycze i dopiero na odchodne wymamroczą : Trick or treat. Niektóre starszaki nie kłopoczą się nawet ogarnięciem kostiumu, podchodzą do wejścia, mówią bez przekonania ,,cukierek albo psikus” i nie spojrzawszy na darczyńcę, odchodzą w pośpiechu, bo jeszcze trzeba obejść pozostałe 300 budynków w okolicy…

Między innymi z tych powodów, coraz więcej Amerykanów decyduje się nie brać udziału w całej zabawie. Niejednokrotnie usłyszałam, że nie widzą żadnych powodów, by wydawać pieniądze (nawet do 300 dolarów) na słodycze, które następnie trzeba rozdać dzieciom, które nawet nie mieszkają w sąsiedztwie. Przywożone przez rodziców z innych okolic, batony biorą garściami. Podczas 2 godzin przeznaczonych na treat or treating, każdy rozdaje w niektórych dzielnicach nawet do 450 sztuk słodyczy. A przecież trzeba zaopatrzyć się w taką ilość, by dla nikogo nie zabrakło… Do tego, dzieciaki uważają, że „haracz” się im należy i prezentują postawę roszczeniową. Zwłaszcza te starsze, lub przyjezdne.

Naturalnie są jeszcze maluchy. I to dla nich jest organizowana cała zabawa! Drepczą chodnikami w misternie dopracowanych kostiumach, w towarzystwie rodziców.  Ledwo są w stanie unieść torby wypchane słodyczami. Opiekunowie nie tyle towarzyszą pociechom z powodów bezpieczeństwa, co żeby robić za tragarzy, kiedy dziecko wlecze po betonie zbyt ciężką torbę, a ogarnięte zachłannością, nie da się zaciągnąć do domu.

Donoszę, iż osobiście wręczałam takim brzdącom słodycze i słuchałam jak seplenią coś w rodzaju tik o hic :)) I jak tu takiemu odmówić???

Panuje prosta zasada: jeśli chcesz bojkotować Halloween, gasisz światła na ganku, wychodzisz z domu i masz nadzieję, że nastolatki, w rewanżu, nie obwiną Ci drzew papierem toaletowym, lub nie obrzucą podwórka wydłubanymi z kolb ziarnami kukurydzy. Co prawda, coraz częściej, dzieciakom zwyczajnie nie chce się przeprowadzać takich prowokacji, lecz ich rodzice i dziadkowie pamiętają, co organizowali sąsiadom, gdy ci postanowili wybyć z domu właśnie w ten wieczór…

A teraz zagadka. Czy Trick Or Treat obchodzi się 31 października? Odpowiedź: Nie, nie zawsze. W niektórych częściach kraju, ustalono, że dniem rozdawania słodyczy będzie ostatni czwartek miesiąca, a zabawa potrwa od 18 do 20. Dzięki temu, cała impreza jest lepiej skoordynowana. Osiedla domków jednorodzinnych, gdzie zjeżdża się całe łakome patatajstwo, przez 2 godziny patrolują policjanci, których nie uraczysz tam w żadnym innym dniu roku. Istne szaleństwo zaczyna się dokładnie w chwili wybicia godziny zero…

Po całej zabawie, rodzice sprawdzają, co dostały pociechy i zabierają część zdobyczy. Nie tyle, bo boją się psychopaty planującego mord niewiniątek wykorzystując treat or treating, co w obawie przed zatruciem pokarmowym, po spożyciu zbyt dużej ilości słodyczy.

Dynie. 

(Zdjęcia z Pumpkin World tutaj)

Podstawowym elementem Halloweenowej dekoracji są dynie i Amerykanie mają na ich punkcie absolutnego hopla, wszyscy o tym wiedzą, żadna tajemnica. Trend powoli wkracza do Europy. Nawet polskie media zaczęły zasypywać nas przepisami na przeróżne pampkinowe placki, desery, ciasta itepe., mimo iż w Ameryce, zgodnie z tradycją, przyrządza się je przede wszystkim z okazji Święta Dziękczynienia, a nie, jak błędnie przyjęło się sądzić, na Halloween. Korzystając z faktu, iż jestem w tym gorącym okresie w centrum wydarzeń, spróbowałam kilku wypieków. Moim faworytem stało się ciasto dyniowe z migdałową kruszonką! Ponieważ jestem w posiadaniu oryginalnego przepisu, z gwarancją, że zakalec nie wyjdzie, a bloga kulinarnego nie prowadzę, podzieliłam się nim z koleżanką, która z pasją prowadzi bardzo apetyczną MAŁĄ CUKIERENKĘ. Wchodząc w linka, możecie zobaczyć przepis, sposób wykonania i świetne zdjęcia! :)

Co do historii święta nie będę się wypowiadać, ale co dociekliwsi, mogą wygooglować garść użytecznych informacji wpisując w wyszukiwarkę frazę: The true origin of Halloween.

Run for your life!

Wyobraźcie sobie 7 000 dorosłych ludzi biegnących ulicami Waszyngtonu, ubranych w dwa rodzaje koszulek, których kolor symbolizuje rasę do jakiej przynależysz. Niebieski- jesteś człowiekiem, czerwony- jesteś zombie. Zarażasz się przez dotyk. Kiedy zombie Cię dopadną, jesteś zainfekowany, zmieniasz koszulkę i zaczynasz ścigać ludzi. Kto dobiegnie do celu jako człowiek, zaliczając wszystkie bazy, zwycięża. W ubiegłym roku, do końca dotrwało jedynie 12 osób. Jednak, zanim bieg się rozpocznie, musisz określić poziom swojej kondycji. Zapisujesz się do odpowiedniej grupy: przystawka, danie główne, lub deser. Deserem, naturalnie, są jedynie wytworni biegacze…Tak się bawi stolica.

A jak się bawi prowincja? No, to już zupełnie inna bajka. Tu nie trzeba znać się na kolorach, żeby wiedzieć, że przed kimś trzeba uciekać. Jeśli zobaczysz bandę umazanych krwią stworzeń człowiekopodobnych (jakby to powiedział Król Julian), w kostiumach rodem z filmów klasy B, wiesz, że czas brać nogi za pas. Dla pasjonatów organizuje się nocny bieg po lesie, czołganie w błocie i skoki przez przeszkody. Każdy z uczestników  ma przy pasie 2 chorągiewki. W chwili, gdy wszystkie zostaną odebrane, już po zawodniku… Uczestnictwo w Zombie Run kosztuje 75 dolarów, które organizator przekazuje na cele charytatywne.

A teraz, z góry przepraszam wrażliwych fanów sagi Zmierzch czy Pamiętników Wampirów (które sama też oglądam :)), za zrujnowanie ich światopoglądu. Przedstawiam matematyczny dowód, dostarczony przez profesora Costas Efthimiou (nie mam pojęcia jak i czy się to odmienia), z University of Central Florida, na to, że Wampiry nie mogą istnieć.

Reklamy

5 thoughts on “Cukierek albo psikus

  1. No i zrobił mi się blog kulinarny ;))
    Tak, mam w zanadrzu kilka ciekawych przepisów, nie tylko na ciasta, ale opisze je raczej Mała Cukierenka ;) Na pewno dam Wam znać, kiedy tak się stanie :)

  2. Marysia on said:

    Zrobiłam wczoraj ciasto dyniowe opisane w Małej Cukierence. Oczywiście z podwójnej porcji jak to w naszej rodzinie :) Muszę przyznać, że wyszło genialne, mimo że użyłam orzechów włoskich zamiast migdałów i pierwszy raz robiłam coś z dyni. Oczywiście ludzie straszyli, że to trudne i raczej mi nei wyjdzie jak im, a tu niespodzianka bo wyszło idealne, troszkę mokre ala piernik. Polecam! :)

  3. Beata on said:

    Ania, Twój blog jest świetny!! jak po powrocie masz zamiar przestać pisać – to nie wracaj :) MISS U!

  4. Iga :) on said:

    A jest szansa na więcej przepisów?! pozdrawiam Iga :)

  5. Kasia on said:

    Zrobiłam ciasto z Twojego przepisu i wyszło przepyszne!! Świetny blog, czekam na więcej :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: