Ruda na emigracji,

czyli subiektywne spojrzenie na inną kulturę :)

Duch Nowego Jorku /część 1/

Trochę mi zajęło opublikowanie tego artykułu, ponieważ cokolwiek nie napisałam, nijak byłam w stanie oddać rzeczywistość panującą w tym mieście. Oraz, jak zwykle chciałam opisać wszystko i byłam sfrustrowana, że jakoś słów mi brakuje, a efekt końcowy nie przypomina tego, co miałam w pamięci. Podzieliłam zatem wspomnienia na odcinki. Oto pierwszy z nich.

Przyjechałam w piątek wieczorem. Zatrzymałam się w hotelu na samym Times Square z widokiem na Broadway, w samym centrum NY. Pogoda nie należała do wymarzonych, padało, w powietrzu unosiła się mgiełka, co niestety znacznie ograniczyło możliwość robienia dobrych zdjęć. Ale, nic to! Kto, jak nie ja?

Dopóki nie wyszłam na ulicę, nie rozumiałam, dlaczego ostrzegano mnie przed zatraceniem poczucia czasu. Pomimo godziny 22:00,  jasno jak przed południem. Ekrany telewizyjne, podświetlane kolorowe banery, nieustannie zmieniające się, migające światła, błyszczące witryny sklepów i oczodajne reklamy. Times Square nigdy nie wygląda tak samo! Odnosisz wrażenie, jakbyś co chwilę był w zupełnie innym miejscu. Na ulicach tłum (lepiej pilnuj portfela), jezdnie zapełnione. Nieistotne czy światło na przejściu dla pieszych jest czerwone, lub pozwala Ci iść, wszechobecna zasada róbta co chceta sprawia, że możesz biegać pomiędzy samochodami przed okiem policjanta, a on nawet nie drgnie. Już był taki, co chciał walczyć z wiatrakami…

Broadway szczelnie poprzetykany prawie niezauważalnymi, wąskimi wejściami do teatrów. Każdy z nich gotowy pomieścić kilkadziesiąt, do kilkuset osób. W każdym też przedstawienia są świetne i jeśli na cokolwiek należy w pierwszej kolejności wydać pieniądze zwiedzając Nowy Jork, to właśnie na spektakl na Broadwayu. Niestety, na zatłoczonych ulicach, informacje o repertuarze giną wśród przechodniów. Z tego powodu, na chodnikach pracują  naganiacze-niepozorni ludzie z kawałkiem zapisanego kartonu w dłoni, zaczepiający przechodniów i próbujący sprzedać pozostałe w kasie bilety na najbliższe show.

À propos kartonów, znajoma postanowiła kupić torebkę od jakiegoś Afroamerykanina z podróbkami znanych projektantów, wybrała dwie, wyjęła papiery z środka, podeszła do kontenera, opróżniła dłoń iiii…. została zwyzywana przez bezdomną od ku**, s** itepe, za zaśmiecanie JEJ mieszkania! Także ostrożnie, nie wszystko śmietnikiem, co go przypomina :)

Idąc dalej, przebijając się przez tłum przechodniów, wdychałam opary unoszące się znad prażonych jadalnych kasztanów, precli, hot dogów i hamburgerów, sprzedawanych na każdym rogu. Malutkie kramy objuczone czym się da; gazetami, jedzeniem, piciem i przekąskami, przypominały stragany w Tunezji, czy innym Egipcie. Jeden sklepikarz przekrzykiwał drugiego, każdy miał nastawione radio na full. Nad chodnikiem leniwie unosiła się buchająca spod ziemi para, a uszy pieścił dźwięk Emipire state of mind.

Z racji, iż na co dzień mieszkam w Harrisburgu, gdzie z powodu małomiasteczkowego klimatu, każdy wymaga, żebyś przepraszał za to, że oddychasz, idąc ulicą Nowego Jorku, notorycznie trącając kogoś i popychając w tłumie, w końcu cieszyłam się swobodą. Wszyscy w poważaniu mieli, czy ktokolwiek się bulwersuje, że śmiałeś się o niego otrzeć… Przyznam, że ta ichniejsza nadmierna uprzejmość w miejscu, w którym mieszkam jest zwyczajnie męcząca. Wiele rozumiem, ale żeby przepraszać za to, że się kogoś mija (nawet go nie dotknąwszy), czy usłyszeć jak jakaś kobieta wyzywa Cię na cały sklep, bo śmiałeś ją zwyczajnie minąć, to zwyczajne przegięcie przysłowiowej pały ;)

Ale wracając do… Cudowna na Manhattanie jest różnorodność. Kultur, języków, stylów, kuchni. Można dostać oczopląsu. Giniesz w rzeszy przechodniów, jesteś anonimowy, cudownie niezauważalny! Wchodzisz gdzie chcesz, robisz, co Ci się podoba. Co krok czeka na Ciebie kolejna restauracja. Każda inna, każda niepowtarzalna.

4 thoughts on “Duch Nowego Jorku /część 1/

  1. Paulina on said:

    Mówiłam ,że jest jedyny w swoim rodzaju :-) Fajnie, że Tobie też się podobało !!!

  2. Marysia on said:

    Brzmi cudownie! Obym miła kiedyś okazję aby zobaczyć to na własne oczy :)

  3. justyna joanna on said:

    Są dwa miasta, które mnie do siebie przyciągają: Londyn i NY. Nie jestem typem zwiedzającym muzea, ale jak magnes działa na mnie zapach, atmosfera, hałas – marzy mi się „dotknąć” miasta, wejść w tłum i dać się nieść…

    Cudnych świąt Ci życzę i do przeczytania…

  4. Gosia on said:

    Oj tak, to wszystko jest niezaprzeczalnie wciągające i pociągające, zwłaszcza jeśli do tej pory miało sie styczność z czym innym. Anonimowość w tej sytuacji równa się święty spokój. Ale niestety może też być niezwykle zgubne – po pewnym czasie anonimowość równa się samotność, bo nikogo nie obchodzą Twoje problemy, to jak się czujesz, z czym się zmagasz. A TSQ w godzinach szczytu lepiej omijać szerokim łukiem – przejście tych kilku ulic nie dość że graniczy z cudem to jeszcze niesamowicie męczy, zwłaszcza gdy człowiek sie spieszy ;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: