Ruda na emigracji,

czyli subiektywne spojrzenie na inną kulturę :)

Huragan i inne nieszczęścia.

Podejrzewam, że na temat Sandy- największego zarejestrowanego w historii USA huraganu, wiecie więcej niż ja. Ominęło mnie całe medialne szaleństwo polskich  reporterów ścigających się w podawaniu najbardziej druzgoczących faktów,  największej liczby zniszczeń. W tym czasie przebywałam w Pensylwanii, na wschodnim wybrzeżu i przyglądałam się z bliska jak Amerykanie reagują w sytuacji zagrożenia i przygotowują się na nadejście kataklizmu. W związku z powyższym, zamiast imponujących danych pogodowych, przedmiotem artykułu będą obserwacje poczynione z poziomu zwykłego obywatela.

I bez huraganu, w amerykańskich domach, znajdziecie zapasy żywności, którymi można by wykarmić armię głodomorów, co jest spowodowane znacznymi odległościami i strategią firm ukierunkowaną na masową sprzedaż. Przykładowo sałata kosztuje $ 2.99, a jak weźmiesz 10 sztuk, zapłacisz jedyne $15. Drugim z kolei najczęściej stosowanym trikiem, przykuwającym uwagę potencjalnego klienta, jest umieszczenie przy cenie hasła: Buy 1, Get one free. Kto by przepuścił taką okazję?? (UWAGA! Podane ceny nie zawierają podatku, więc przy kasie może Cię czekać niemiła niespodzianka! Ale to temat na osobny artykuł).

Mieszkańcy kupują więcej i więcej, nawet jeśli nie mają już miejsca w kuchennych lodówkach- bo na jednej lodówce w domu się nie kończy. Przeważnie kolejna, wielkości kontenera, stoi w garażu. Do tego jest jeszcze zamrażarka, nie wspomniawszy o szafkach wypchanych zapasami. Żywność się nie psuje, bo zawiera tyle konserwantów, że przykładowe masło może leżeć w temperaturze pokojowej dłużej nic miesiąc (osobiście testowałam, minęło 6 tygodni i wciąż dało się zjeść!). Skrojona szynka w plastrach, pomijając paskudny smak, zachowuje ,,świeżość” przez co najmniej 4 tygodnie. Podobnie jest z pokrojonymi warzywami: cebulą, marchewką. Były w mojej lodówce zanim tu przyjechałam i wciąż są zjadliwe ( minęło prawie 7 tygodni!!). Podobnie jest z pieczywem, mlekiem czy surowym mięsem- produktami, które szybko się psują. Nie wiem jak Wasze odczucia, ale dla mnie to jest chore…

Wracając do tematu… Amerykanie popadają w paranoję przy każdej możliwej okazji i sami nie potrafią zidentyfikować powodów swojego zachowania. Kiedy tylko pojawi się ostrzeżenie przed opadami śniegu (nie burzami śnieżnymi, tylko zwykłym prószeniem), lub silniejszą burzą, przed hipermarketami ciężko znaleźć wolne miejsca parkingowe, a na półkach sklepowych zaczyna brakować wody, pieczywa, jajek, papieru, latarek, baterii, turystycznych kuchenek gazowych itede, itepe. Na stacjach benzynowych ustawiają się kolejki…

Nieważne, czy zapowiadają zwykły śnieg, huragan lub powódź, nieważne czy prognozy w międzyczasie się zmieniają. Mam wrażenie, że jako naród, po prostu potrzebują żyć w poczuciu zagrożenia… Nawet zwykły korek na drodze jest powodem do interwencji mediów. Nad miastem regularnie krążą helikoptery NBC i CBS News, które na bieżąco aktualizują informacje o zastojach. Problem w tym, że sama niejednokrotnie jadąc autem, słyszałam komunikat radiowy ostrzegający przed korkami. Rozglądałam się wokoło, o jakim korku oni mówią?? Co prawda, jedzie sznur samochodów, ale wszystko porusza się z prędkością około 40 km/godz., więc nie jest źle!

Procedury

Większość firm, jak również instytucji publicznych, ma tzw. linie pogodowe (Weather Line). Każdy pracownik dostaje krótki numer przydzielony do konkretnej organizacji, pod którym, w razie złych warunków atmosferycznych, nagrana jest informacja o zmianach w funkcjonowaniu placówki. Czasem po zadzwonieniu słyszy się, że zmian nie ma, czasem, że pracownicy po godzinie 1 PM mogą iść do domu, a czasem, że wcale nie muszą pojawić się w pracy- takie informacje są, rzecz jasna, najlepsze :) Oprócz linii pogodowych, na każdym kanale telewizyjnym wyświetlany jest pasek z nazwami firm, które potwierdziły swoje zamknięcie w danym okresie.

Muszę jednak oddać sprawiedliwość mówiąc, że nie wszyscy Amerykanie zachowują się tak irracjonalnie jak opisałam! Pracuję i spotykam mnóstwo opanowanych osób, które również nie rozumieją, z jakich powodów inni panikują…

Co do huraganu Sandy, powiem tylko tyle, że w związku z bardzo silnym wiatrem i deszczem zamknięto liczne placówki na kilka dni. Moja, naturalnie, funkcjonowała bez taryfy ulgowej- ach, to moje szczęcie, ale z powodów niezależnych ode mnie, jednego dnia zrobiłam sobie fajrant. Pojechałam do kasyna…

Wróciłam do domu, zadzwoniła siostra. Żyjesz? Nie wywiało Cię? W telewizji mówią, że wszystko zniszczone! Jak Ty to przeżyłaś? Psychicznie dajesz radę? Masz kryjówkę w piwnicy? Rozglądam się dookoła, wszystko na miejscu. Macam się, też wszystko w porządku. Wyjaśniam więc grzecznie, że wszystko ok., a nie odzywałam się, bo byłam w kasynie… Reakcja siostry bezcenna: „Cooo? Do kasyna pojechałaś? Tu rodzina wydzwania czy żyjesz, babcia w panice, a Ty jeździsz do kasyna?? Jeszcze się nie skończyło. Kataklizm pustoszy. Na Karaibach zabił podobno 67 osób, a Ty jedziesz do kasyna?! Nie mam serca powiedzieć nikomu!!  :))

Dla relaksu:

REKIN na ulicach NY

REKIN przed domem podczas huraganu Sandy

Reklamy

9 thoughts on “Huragan i inne nieszczęścia.

Comment navigation

  1. Steph on said:

    Wschodnia Virginia. Szalu nie bylo. Szczerze mowiac nawet przegapilem caly ten huragan niechcacy.

Comment navigation

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: