Ruda na emigracji,

czyli subiektywne spojrzenie na inną kulturę :)

Podróż.

Zanim przekroczyłam ostatnie bramki przed wejściem do samolotu, dałam się zmylić względnemu spokojowi. Wyluzowana, ze zmniejszoną czujnością, włosem rozwianym i piersią do przodu, weszłam na pokład. I zaczęło się:  – „A po co Pani tyle rzeczy nabrała?! Ale mi się towarzystwo trafiło!” – „No chyba mi!” I dalsze: – „Ja mam miejsce przy oknie!” – „Gówno prawda, ja kupowałam przy oknie!” – „To się jeszcze okaże, zapytamy stewardessy!”

Z każdym kolejnym krokiem w głąb maszyny, utwierdzałam się w przekonaniu, że to będzie bardzo długi lot…

Doszłam do swojego miejsca. Szczęśliwa, że wokół mnie cisza i spokój zapięłam pasy. Wtem odzywa się Pani po mojej lewej  „Czy podróżuje Pani z kimś? Bo widzi Pani, ja strasznie boję się latać. Jadę z siostrą, ale posadzili ją w innej części samolotu. Czy byłaby Pani tak uprzejma i zamieniła się z nią miejscami?”  To sobie myślę: nie będę świnia. Przesiadłam się. I jak każdy dobry uczynek i ten musiał zostać odpowiednio ukarany. Jeszcze silniki się nie rozgrzały, a do moich uszu dotarł dźwięk, który zmroził mi krew w żyłach, i  wbrew pozorom nie był to dźwięk pogruchotanej blachy, czy gołębia w wirniku. I myślę sobie: nie, na pewno mi się wydaje. I tu pomyłka. Niemowlak siedzący dokładnie 2 rzędy  za mną postanowił sprawić, by ten lot był dla wszystkich niezapomniany. Urządził nam 2,5 godzinny koncert, w którym uczestnictwo było obowiązkowe. Pasażerowie po kolei zadawali na głos te same subtelne pytania „Czy jest w samolocie gdzieś jakieś wolne miejsce??” – Oczywiście nie było.

Biedna matka tego malucha starała się robić, co w jej mocy, by Leyla przestała ździerać swoje małe gardełko, ale na próżno. I nawet kołysanie babci nic nie dawało… A z samolotu można było ponownie usłyszeć krzyki: „Pani nie trzęsie tym dzieckiem”   -„Jestem jego babcią, wiem co mam robić! – „No chyba nie, bo nie działa….

Ruda na emigracji, Anna Szyńkarczuk

Suma sumarum okazało się, że niemowlak był katalizatorem, który ze zwaśnionych współtowarzyszy zrobił najlepsiejszych sąsiadów ever!  Wiadomo, nie ma jak wspólny problem. A wierzcie mi, że przy takim problemie, każdy wcześniejszy przestawał mieć jakiekolwiek znaczenie. I oto wszyscy stali się jedną wielką rodziną, ubolewającą nad niedogodnościami podróży. Emocje sięgały zenitu i nawet zapach zgniłego sera pochodzący ze skarpetek co niektórych panów, którzy ściągnęli buty, nie był w stanie wystarczająco ich przytłumić. Jedynie dwóch Rosjan zdawało się nie zwracać uwagi na całą zaistniałą sytuację, kończąc zaczętą dopiero co dużą butelkę whisky. Oczywiście bez popity.

Większość trasy przelecieliśmy na wysokości 10 400 m n.p.m. , ze średnią prędkością ok. 785 km/ godz., przy zewnętrznej temperaturze -55C, więc desperacka ucieczka przez otwarte drzwi samolotu niewiele by dała. Pokonanie całej trasy Wrocław- Harrisburg zajęło mi ok. 20 godzin.

Po wylądowaniu nie było żadnych problemów z przejściem przez kontrolę celną, a jadąc do Harrisburga otrzymałam swoją upragnioną wizę H-3. Zapytawszy, co mam z nią teraz zrobić, usłyszałam „You can frame it!” So I’ll probably do that…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: